niedziela, 22, kwiecień 2018

Być w Warszawie czy nie być - oto jest pytanie

Posted On poniedziałek, 06 luty 2017 14:55 Napisał
Oceń ten artykuł
(3 głosów)

Subiektywne spojrzenie na korzyści i straty związane z włączeniem naszej gminy w skład aglomeracji warszawskiej.

Minął tydzień od złożenia w sejmie projektu ustawy o ustroju miasta stołecznego. W mediach pojawiły się setki komentarzy i opinii dotyczących proponowanych zmian. Opozycja i samorządowcy zgodnie krytykują propozycję posłów PiS, z kolei autorzy ustawy zdają się nie przyjmować do wiadomości, że społeczeństwo może mieć inne zdanie w sprawie przyszłego podziału administracyjnego aglomeracji warszawskiej. Wokół projektu narastają kolejne warstwy mitów, a zdezorientowani mieszkańcy nie są w stanie ocenić, która wypowiedź mija się z prawdą, a która jest rzeczowym argumentem w dyskusji.

Po tygodniowej awanturze związanej z ostrymi protestami opozycyjnych partii oraz samorządowców wydaje się, że PiS postanowił zrobić krok w tył i zrezygnować z błyskawicznej ścieżki legislacyjnej. W wywiadzie dla tygodnika "Do Rzeczy" prezes Jarosław Kaczyński stwierdza, że projekt nie jest ostateczny i trzeba nad nim pracować. Według prezesa PiS zgłoszony projekt "przejdzie daleko idące modyfikacje". W podobnym tonie utrzymana jest depesza Polskiej Agencji prasowej, w której poseł Sasin zapewnia, że projekt ustawy nie będzie procedowany w przyśpieszonym trybie, a także zapowiada szerokie konsultacje społeczne. Niestety, w ślad za tymi wypowiedziami dowiadujemy się, że rządząca koalicja zamierza zrezygnować z Jednomandatowych Okręgów Wyborczych i wprowadzić wybory proporcjonalne. Takie zmiany utrudniają zdecydowanie ocenę projektu ustawy - nie wiemy bowiem czy i w jakim kształcie zostanie on zmodyfikowany. Warto jednak dokonać choćby wstępnej analizy potencjalnych korzyści i strat, by w trakcie zapowiadanych konsultacji mieć wyrobiony pogląd na zagadnienia poruszane w projekcie ustawy.

Rozważając aspekty utworzenia metropolii warszawskiej najpierw trzeba sprostować pewne uproszczenie, które stosują media: włączenie w aglomerację warszawską nie będzie skutkowało likwidacją urzędów gmin. Wszyscy liczący na zmianę adresu zamieszkania na warszawski będą zatem rozczarowani. W dalszym ciągu będziemy mieszkańcami Góry Kalwarii lub okolicznych miejscowości, w ratuszu urzędować będzie burmistrz miasta i gminy, a zakres kompetencji urzędu zmieni się w niewielkim stopniu.

Prawdziwa rewolucja dotknie okołowarszawskie powiaty, które zostaną zlikwidowane, a ich kompetencje przejmie miasto stołeczne będące swego rodzaju superpowiatem. Dla mieszkańców podwarszawskich miejscowości najważniejszą zmianą będzie przeniesienie obowiązku zarządzania transportem publicznym z gmin na nową jednostkę administracyjną. Wspólne ma być też planowanie przestrzenne i promocja regionu. Ponadto aglomeracja będzie pełniła funkcję koordynującą działania na całym obszarze.

Niewątpliwą zaletą konsolidacji jest możliwość realizacji spójnej wizji rozwoju aglomeracji i sprawniejsze zarządzanie całym obszarem. Zadania, którymi dotychczas zajmowało się dziewięć powiatów będą skupiały się w jednym miejscu, co pozwoli uniknąć zarówno dublowania stanowisk jak i podejmowania sprzecznych decyzji. Niewątpliwą zaletą nowych rozwiązań będzie łatwiejsze zarządzanie skonsolidowanym budżetem. Po zatwierdzeniu inwestycji nie powinno brakować środków na ich realizację. Duża grupa mieszkańców podwarszawskich miejscowości ucieszy się zapewne ze zmian w transporcie publicznym, za który odpowiedzialność przejmie Warszawa. Miejscowości włączone w aglomerację wedle zamysłu autorów ustawy miałyby się znaleźć w jednej strefie biletowej. Zmiany są również szansą na znaczące poprawienie systemu dróg w obrębie metropolii - planowaniem głównych arterii komunikacyjnych oraz koniecznymi remontami zajmować się będzie się jeden urząd.

Zalety wynikające z połączenia dotychczasowych powiatów są, w mojej opinii, również wadami, które w poważnym stopniu naruszać będą interesy podwarszawskich gmin. Scalenie dziewięciu urzędów powiatowych w jeden gigantyczny organizm musi spowodować (szczególnie w pierwszym okresie funkcjonowania) problemy z załatwieniem podstawowych spraw. Połączenie i reorganizacja urzędów na pewno spowoduje oddalenie jednostek od obywateli. O ile pozostawienie w jakimś kształcie wydziałów zamiejscowych wydaje się uzasadnione, to już istnienie filii wydziału zamiejscowego jest mało prawdopodobne. W Górze Kalwarii funkcjonuje stanowisko do spraw komunikacji, w którym możemy zarejestrować samochód. Wydaje się, że po reorganizacji takie stanowiska w gminach stracą rację bytu. Praktyka pokazuje również, że w wydziale zamiejscowym trudno jest załatwić pewne sprawy wymagające indywidualnego podejścia. Część z interesantów zapewne będzie musiała udać się do Warszawy w celu załatwienia spraw urzędowych. Wątpię również w to, że urzędnik oddalony od Góry Kalwarii o 30 km będzie znał problemy w takim stopniu jak ten pracujący w bliższym Piasecznie. Czy stan dziurawej Kalwaryjskiej poprawi się tylko dlatego, że ulica przejdzie pod zarząd warszawski? Podobnie będzie z nadzorem nad szkołami ponadpodstawowymi - o liceach i technikach decydować będą urzędnicy w Warszawie.

Połączony budżet to łatwiejsza realizacja inwestycji. Poseł Sasin, który swoim nazwiskiem firmuje projekt ustawy, zapowiedział, że aglomeracja otrzyma większe środki z podatku PIT - miałoby to być 2% naszych podatków. Skonsolidowany budżet powiatów, powiększony o zapowiedziane z PIT środki będzie musiał być podzielony na odpowiednio duży obszar. Jeśli z jakiegoś względu rada metropolii uzna, że konieczne są inwestycje w północnej części, możemy przez dłuższy czas oczekiwać na podjęcie działań na naszym terenie. Samorządowcy twierdzą zgodnie, że rozwiązanie zaproponowane w projekcie ustawy utrudni pozyskiwanie środków unijnych. Samorządy, w dużej mierze, nauczyły się sprawnie aplikować o dofinansowania inwestycji - zmniejszenie zewnętrznego wsparcia może mieć daleko idące konsekwencje, a zwiększone wpływy z PIT nie zrekompensują ubytku pieniędzy.

Transport publiczny to istotny dla życia mieszkańców podwarszawskiej gminy aspekt funkcjonowania. Wraz z pomysłem przyłączenia naszej gminy do Warszawy pojawiły się głosy, że do Góry Kalwarii zostanie przedłużona linia metra. Wizja jednej strefy biletowej również przemawia do kieszeni mieszkańców. Rozważając szanse na rozwój transportu publicznego pozwolę sobie pominąć nierealne, moim zdaniem, marzenia o doprowadzeniu do Góry Kalwarii metra. Patrząc na tempo budowy warszawskich odcinków możemy łatwo stwierdzić, że taka inwestycja nie jest możliwa w najbliższych dziesięcioleciach. Łatwiejsza do wyobrażenia jest za to jedna strefa biletowa. Ustawodawca łatwo może wprowadzić takie rozwiązanie, realizację w praktyce pozostawiając samorządom. Zastanówmy się zatem czy istnienie jednej strefy biletowej od Potyczy do Zalewu Zegrzyńskiego jest możliwe od strony ekonomicznej. Wspomniane obszary oddalone są od siebie o ok 70 km. Codzienne przemieszczanie się z jednego końca aglomeracji w celach zarobkowych byłoby niemożliwe, jednak weekendowe podróże stałyby się dostępne dla większości mieszkańców. Kto zatem zapłaci za tak daleko idące udogodnienia dla pasażerów? Wydaje się, że niemożliwe stanie się utrzymanie dotychczasowych cen biletów. Trudno sobie wyobrazić, ze za ok. 200 zł miesięcznie będziemy mogli podróżować po całej aglomeracji. Z kolei znacząca podwyżka cen w Warszawie spowoduje ostre protesty mieszkańców. Celem pokrycia deficytu ZTM będzie zmuszony zwrócić się do samorządów o dofinansowanie kursów. Nasza gmina boleśnie doświadczyła czym jest monopol warszawskiego ZTMu przy okazji negocjacji w sprawie linii 742. Pomimo rentowności połączenia samorząd musi dopłacać do kursów, a sama linia została skrócona i nie dojeżdża do Dworca Południowego. Wyobraźmy sobie sytuację, w której ZTM jest monopolistą na rynku - wprawdzie zawieszenie kursów nie będzie możliwe z uwagi na ustawowe obowiązki metropolii, jednak przewoźnik może zmniejszyć liczbę kursów, a godziny odjazdów autobusów zaplanować wyjątkowo niekorzystnie. Włodarze gmin, którzy nie będą chcieli dokładać do utrzymania większej liczby kursów będą musieli zmierzyć się z ogromnym niezadowoleniem społecznym. I tak zamiast budować chodniki i realizować inne potrzebne inwestycje staniemy się zakładnikami jednej strefy biletowej.

Arterie komunikacyjne, które zostaną zaplanowanie i wybudowane będą w większości służyły gminom położonym bliżej stolicy. Trudno sobie wyobrazić, by aglomeracja wybudowała alternatywną trasę dla Drogi Krajowej nr 79. Istniejąca na terenie naszej gminy sieć dróg pozostanie w większej części w obecnym kształcie.

Brak silnej reprezentacji w nowej radzie m. st. Warszawy wydaje się największą wadą ustawy. Wedle pierwotnego założenia każda gmina i dzielnica posiadałaby jednego radnego. W 50 osobowym składzie rady mielibyśmy zatem zaledwie jednego reprezentanta. Łatwo zauważyć, że przeforsowanie projektu korzystnego dla naszego terenu będzie czynnością skrajnie trudną lub wręcz niemożliwą. Wydaje się, że w najkorzystniejszej sytuacji będą radni reprezentujący dzielnice Warszawy - bliskość inwestycji będzie powodowała, że skorzystają z niej również mieszkańcy sąsiednich obszarów co zachęci radnych do współpracy. Oddalone od siebie gminy będą musiały wyrywać każdą złotówkę z centralnego budżetu.

Upolitycznienie samorządu to z kolei wada wyborów w systemie proporcjonalnym. Trudno nie przyznać racji posłowi Sasinowi, który twierdzi, że nie może być tak, że 200 tysięczny Mokotów ma w radzie jednego reprezentanta podobnie jak licząca dziesięciokrotnie mniej mieszkańców gmina podwarszawska. Z drugiej strony wybory proporcjonalne spowodują, że największe szanse na mandaty będą miały komitety ogólnopolskie. Lokalni działacze zdobywający do tej pory większość głosów albo się przyłączą do partii, albo pożegnają z pracą na rzecz społeczności. Ponadto o miejscach na listach będą decydowały struktury partyjne. Wydaje się, że sytuacja, w której w radzie Warszawy znalazłby się radny pochodzący z terenu naszej gminy jest mało prawdopodobna. Kto zatem będzie zabiegał o nasze interesy?

"Ciążenie ku Warszawie" - nie jest to dla naszej gminy nowa sytuacja. Bliskie położenie stolicy powoduje naturalną tendencję do umiejscawiania w jej pobliżu inwestycji. Porównując sytuację Góry Kalwarii i Lesznowoli łatwo wychwycić skalę problemu. Odległość od Warszawy nie wydaje się znacząco różna, jednak to Lesznowola przyciąga biznes. Bliskość stolicy to szansa na łatwiejsze znalezienie pracowników czy większe możliwości kontaktów biznesowych. Oddalona Góra Kalwaria zawsze będzie przegrywała z położonymi bliżej stolicy gminami. To z kolei powoduje załamanie lokalnego rynku pracy czy mniejsze wpływy do budżetu z tytułu podatków. Uważam, że utworzenie metropolii warszawskiej spotęguje niekorzystne dla naszej gminy procesy, a nasza rola zostanie zredukowana do dostarczania warszawie siły roboczej i bycia noclegownią dla Warszawy.

Dostęp do kultury, poprawa wizerunku miasta to kolejne nadzieje wiązane z włączeniem w struktury metropolii. Trudno jednak oczekiwać, by w naszym mieście powstał multipleks lub teatr. Rozwój tych obszarów w dalszym ciągu zależeć będzie głównie od władz gminnych. Koordynacja z Warszawy, czy potencjalne dofinansowanie projektów nie są receptą na bezradność samorządowców niższego szczebla. Przykładem niech będzie nasze kino: nawet jeśli nasza gmina w wyniku zabiegów zdobyłaby dofinansowanie na zakup projektora cyfrowego czy przebudowę sali kinowej, Warszawa nie będzie decydować o repertuarze wyświetlanym w naszym kinie. Potencjalne możliwości nie zostaną wykorzystane bez wsparcia i zabiegów lokalnych władz.

Podwyżki - włączenie podwarszawskiej gminy w struktury warszawskie może być okazją do podniesienia wysokości różnych opłat. Droższy powiat może oznaczać wzrost składek OC silnie uzależnionych od miejsca zamieszkania. Oprócz tego wzrosnąć mogą ceny nieruchomości, a razem z nimi podrożeją ubezpieczenia. Dyskusyjny jest natomiast wzrost lokalnych podatków zależnych od gminnych rajców. Gminni radni mają najlepszy kontakt z wyborcami, wydaje się, że wzrost podatków nakładanych przez gminę, nawet jeśli nastąpi, nie będzie zbyt odbiegał od zwykłych podwyżek, które co jakiś czas są uchwalane.

Miejmy nadzieję, że w tak ważnej sprawie jak samorządy, władza centralna weźmie pod uwagę opinie lokalnych społeczności i w większym stopniu uwzględni interesy podwarszawskich gmin.

Czytany 2554 razy
Więcej w tej kategorii: 1% dla sąsiadów Kto po Zielińskim?