niedziela, 20, sierpień 2017

Biskup Stefan Wierzbowski 1619 – 1687

Posted On środa, 31 lipiec 2013 00:00 Napisał
Oceń ten artykuł
(1 głos)

Biogram biskupa Stefana Wierzbowskiego założyciela Nowej Jerozolimy

Lata 1619-1666

Wierzbowscy, herbu Jastrzębiec, mieli swe rodzinne gniazdo w Wielkim Chrząstowie. Dobra te położone były koło ówczesnej granicy Rzeczpospolitej ze Śląskiem. W roku 1400 przodek biskupa Stanisław Chrząstowski sprzedał rodzinną posiadłość i przeniósł się do ziemi łęczyckiej, nabywając i zamieszkując w Wierzbowej. Jego syn Dzierżek od nazwy nowej siedziby zaczął tytułować się Wierzbowskim. Mimo upływu wieków rodzina wciąż pamiętała o swoich korzeniach, dlatego do swego nazwiska dodawała swoją pradawną siedzibę. Stanowiło to dodatkowy element identyfikacji oraz było świadectwem rodzinnych tradycji (także biskup Wierzbowski podpisywał się na dokumentach: Stefan z Wielkiego Chrząstowa Wierzbowski). W wyniku podziału majątku wspomnianego wyżej Dzierżka, familia Wierzbowskich podzieliła się na trzy linie: Dalikowską, Gostkowską i Czopowską. Do największej świetności doszła linia Gostkowska w XVII w. osiągając godności senatorskie.

Pierwszym senatorem w rodzie został ojciec przyszłego biskupa – Mikołaj, który objął godność kasztelana inowrocławskiego. Ożeniony z Urszulą Grudzińską, wojewodzianką kujawską na Poddębiu, miał z nią sześcioro dzieci – pięciu synów i jedną córkę. Z całego rodzeństwa aż czterech braci zostało senatorami: Wojciech (zm. 1647) – kasztelanem inowrocławskim po ojcu, Władysław (zm. 1657) – kasztelanem inowłodzkim, potem wojewodą brzesko – kujawskim, Hieronim (zm. 1665) – kasztelanem sieradzkim, wojewodą brzesko – kujawskim, potem sieradzkim i wielkorządcą krakowskim i wreszcie Stefan biskupem poznańskim. Oprócz nich byli jeszcze Zygmunt (zm. 1653) – chorąży łęczycki, starosta szadkowski i Anna (zm. 1660). Wydaje się, że Stefan był najmłodszy spośród swych braci. Do tej pory uważano, że przyszedł on na świat w Łasku w 1620 r., jednak na podstawie analizy jego testamentu datę urodzin Fundatora Nowej Jerozolimy należy przesunąć na rok 1619. W dokumencie tym z dnia 12 II 1687 r. biskup pisał:

"Dla czegosz y ia lat iuz za łaską Bożą 67 na dzien S[więtego] Szczepana Męczennika y Patrona moiego Skonczywszy [...] Cras nie czekaiąc na ten Nowy Rok zdarz Boże Szczęśliwy Rok 1687 takową moiey ostatniey woli czynię dedaratią i dispositią.” 

Z przytoczonego tekstu wynika więc, że Stefan Wierzbowski urodził się w 1619 r., prawdopodobnie 26 XII – w dniu swojego patrona. Według najnowszych badań również miejsce jego urodzenia jest inne. Na podstawie akt procesu informacyjnego przed nominacją na biskupstwo ustalono, że biskup urodził się w Szadku koło Sieradza.

Od najmłodszych lat był przygotowywany do stanu duchownego. Wiązało się to zapewne z niezwykłym wydarzeniem, jakie miało miejsce podczas jego narodzin. Otóż matka ujrzawszy po raz pierwszy swojego syna dostrzegła na główce dziecka kształt infuły biskupiej. W roku 1632 rozpoczął studia w Akademii Krakowskiej, później kontynuował naukę w Rzymie na uniwersytecie Sapienza. Możliwe, że przez pewien czas studiował w Paryżu. Po powrocie do kraju został w roku 1653 kanonikiem kapituły krakowskiej. Jeszcze w tym samym roku objął funkcję archidiakona diecezji łuckiej. Święcenia diakonatu przyjął 21 I 1654 r., a prezbiteratu 25 I tegoż roku w Łasku. W tym okresie (aż do ok. 1656 r.) był administratorem diecezji łuckiej w czasie przedłużającego się sede vacante spowodowanego tym, że biskup Jan Zamojski zmarł w drodze na swój ingres, a mianowany w jego miejsce biskup Jan Stefan Wydżga nie mógł objąć przez pewien czas rządów w biskupstwie z powodu toczącej się wtedy wojny ze Szwedami.

Lata „potopu” szwedzkiego to aktywny udział Wierzbowskich w walce z najeźdźcą. Stąd wdzięczność pary królewskiej – Jana Kazimierza i Marii Ludwiki dla rodziny. Brat Stefana, Hieronim podczas wojny związał się z dworem królowej, z którego wziął sobie drugą żonę Katarzynę z Ginwiłłów Piotrowską, kuchmistrzankę litewską. Dzięki protekcji królowej uzyskał też wkrótce funkcję wielkorządcy krakowskiego. Ksiądz archidiakon szedł za przykładem brata i związał się na stałe wiernością i przyjaźnią z monarchami, którzy często brali udział na zamku królewskim w ślubach, chrzcinach czy pogrzebach mających miejsce w rodzinie Wierzbowskich. O lojalności księdza Stefana zaświadcza Kasper Niesiecki podając, że archidiakon widząc Jana Kazimierza w przykrych okolicznościach wojny ze Szwedami zebrał sam oddział szlachty i pośpieszył z nim na pomoc królowi pod Częstochowę. Nic więc dziwnego, że król 6 XII 1656 r. nominował go na opata komendatoryjnego opactwa cystersów w Paradyżu.

Zaraz po wojnie Wierzbowski zaczął wspinać się po szczeblach kariery świeckiej. W 1660 r. znalazł miejsce w administracji królewskiej, gdzie był pisarzem skarbu koronnego (notariuszem). Pełniąc tę funkcję został przez sejm wyznaczony rok później do komisji lustracyjnej ekonomii malborskiej. W tym też roku zdarzyło się, że referendarz koronny Andrzej Olszowski został mianowany biskupem chełmińskim, w związku z czym złożył ten urząd. Król postanowił, że jego następcą będzie właśnie Wierzbowski i 8 III 1661 r. podpisał jego nominację.

Sprawę konieczności stałego przebywania przy dworze w Warszawie Wierzbowski rozwiązał w ten sposób, że w 1659 r. nabył od sekretarza królewskiego, Kazimierza Kowalkowskiego dużą posesję przy rogu Krakowskiego Przedmieścia i wpadającej tam małej uliczki, która wkrótce przyjęła nazwę Wierzbowska. Ulica ta istnieje do dziś, ale pod nazwą Wierzbowej, która to została nadana pod koniec XVIII wieku.

Kolejnym etapem w karierze było otrzymanie diecezji poznańskiej. Po śmierci dotychczasowego biskupa poznańskiego Wojciecha Tolibowskiego, król Jan Kazimierz podpisał nominację na ten urząd dla Wierzbowskiego dnia 10 VIII 1663 r. Wkrótce, bo 3 września tegoż roku wojewoda poznański Andrzej Karol Grudziński jako poseł króla przedstawił kapitule poznańskiej nominację królewską, która od razu wybrała Wierzbowskiego na nowego pasterza swojej diecezji. Teraz jeszcze wystarczyło poczekać na papieską prekonizację, która nastąpiła 26 listopada w tym samym roku. Nie od razu zaczął władać w biskupstwie. W pierwszej połowie 1664 r. spełniał jakieś posłannictwa w Nowogródku, Mohilowie i w Ostrzach pod Kijowem. Sakrę biskupią przyjął prawdopodobnie 14 września tegoż roku. Jednak faktyczne rządy diecezją należy liczyć od 31 I 1666 r., kiedy to miał miejsce jego uroczysty ingres do katedry poznańskiej.

 

Lata 1667-1687

Biskup przebywając wciąż przy dworze lub w Nowej Jerozolimie o wiele więcej troszczył się o archidiakonat warszawski swojej diecezji. Tam też pozostawił o wiele więcej śladów działalności duszpasterskiej. I tak zaraz na początku swoich rządów, za zgodą kapituły poznańskiej, wydał przywilej dla kamedułów z Bielan pod Warszawą, by w dobrach biskupich na Mazowszu mogli trudnić się karczowaniem lasów i nieużytków. W 1665 r. erygował w Radlinie prepozyturę oraz dwie mansjonarie NMP. Dnia 27 IX 1667 r. zezwolił bonifratrom przenieść się z ich dawnej siedziby na Lesznie do nowego klasztoru w Warszawie. Ordynariusz poznańskiej diecezji dbał również o rozwój szpitalnictwa i w 1667 r. wydał Konstytucje szpitalne. Podtrzymywał w nich na poły klasztorny charakter szpitali (zazwyczaj znajdowały się one koło kościoła parafialnego) z dużą ilością praktyk religijnych. Ich pensjonariusze mieli m. in. być codziennie na Mszy św., znać na pamięć Bogurodzicę, Modlitwę Pańską i Dekalog. Powinni również wykonywać drobne prace w kuchni, ogrodzie, lub na cmentarzu.

Jego działalność w tym czasie tak charakteryzował Galeazzo Marescotti, nuncjusz apostolski w Polsce w latach 1670 – 1671, papieżowi Klemensowi X:

„Biskup poznański, Stefan Wierzbowski, mieszka ciągle w Warszawie, która należy do jego dyecezyi, i jest teraz rezydencyą dworu królewskiego. Jego biskupstwo obejmuje większą część Mazowsza, a ponieważ heretycy nie mają dozwolonego w niem pobytu stara się ten biskup z wielką gorliwością o zachowanie tego przepisu, przypominając przy zdarzonej okazyi królowi lub do kogo to należy właściwy każdego obowiązek, i sam nie przestaje przez ponawiane zakazy czuwać nad zachowaniem dobrego porządku. Lubo jest w wieku podeszłym, pilnie i troskliwie pełni obowiązki swego stanu. Mieszkając ciągle w stolicy ma częstszy przystęp do króla, co obraca na korzyść służby Bożej i wyjednania stosownych do tego rozporządzeń.” Zaś do Nowej Jerozolimy „sam kilka razy na rok udaje się […] na rekolekcje duchowne.”

Przebywając w stolicy ordynariusz poznański pozostawił sporo śladów swej działalności. Założył w 1668 r. bractwo miłosierdzia św. Rocha przy kościele świętokrzyskim w Warszawie. Celem tego bractwa była pomoc w chorobie oraz wsparcie pieniężne udzielane sobie wzajemnie przez jego członków. W późniejszym czasie bractwo to jednak zaczęło prowadzić akcje charytatywne na większą skalę fundując m. in. ze składek szpital św. Rocha w Warszawie. Będąc przyjacielem jezuitów, 26 XII 1671 r. wydał im przywilej legalizujący istnienie ich kolegium w Warszawie, łamiąc tym samym monopol pijarów na prowadzenie szkół w stolicy. Zaś 31 VIII 1681 r. konsekrował odbudowany ze zniszczeń „potopu” kościół św. Antoniego należący do franciszkanów – reformatów.

Biskup Wierzbowski szczególnie upodobał sobie kapitułę kolegiacką św. Jana Chrzciciela w Warszawie, która od końca XVI w. stała się kościołem i parafią rodziny królewskiej. Członkowie kapituły katedralnej w Poznaniu myśleli nawet, że ordynariusz zamierza tam właśnie utworzyć sobie drugi kościół katedralny w obrębie jednej diecezji. Sam biskup do pięciu już istniejących prałatur tejże kolegiaty warszawskiej dodał szóstą – kantorię. Kantor (primicerius) czuwał nad porządkiem w zakresie śpiewu kolegiackiego. Wierzbowski erygował i ufundował to stanowisko w 1686 r. Zastrzegł też je wyłącznie dla rodziny Wierzbowskich. Pierwszym kantorem został jego bratanek Hieronim Wierzbowski. Również przy tejże kolegiacie założył biskup drugie diecezjalne seminarium w stolicy (pierwsze powstało za jego zgodą w 1677 r. w kościele Św. Krzyża u księży misjonarzy św. Wincentego i otrzymało wieś Dawidy, z której dochodów utrzymywało ok. 16 alumnów). Dekret erekcyjny w tej sprawie wydał ordynariusz 12 I 1684 r., a rok później zarząd i opiekę nad seminarium przekazała kapituła warszawska księżom komunistom.

W roku 1680 wydał drukiem w Warszawie Vinea Christi – zbiór praw i przywilejów Nowej Jerozolimy – królewskich, kościelnych i własnych. Natomiast 22 X 1683 r. ogłosił Ordinationes w sprawie modłów dziękczynnych w diecezji z okazji jubileuszu ogłoszonego przez papieża Innocentego XI po zwycięstwie Sobieskiego nad Turkami.

Jednak oczkiem w głowie Wierzbowskiego była zawsze mazowiecka Kalwaria. Tak się w niej rozmiłował, że od 1678 r. przeniósł się z Warszawy do Nowej Jerozolimy i mieszkał tam już aż do śmierci. Jego dwór bardzo szybko wszedł w skład zabudowań klasztornych bernardynów, o czym pisał Stanisław Szemiot w swoim Diariuszu:

„Wizytę oddawalichmy jegomości księdzu biskupowi poznańskiemu w klasztorze ojców bernardynów, gdzieśmy obiad jedli.”

Przebywając w swoim miasteczku biskup często miał okazję udzielać ślubów jego mieszkańcom, co uczynił m. in. błogosławiąc małżeństwo Wojciecha Dymowskiego (1674 r.) czy Jana Wierzyńskiego (1677 r.). Posiadał tam też własną orkiestrę, inną od kapeli bernardynów. Biskup postanowił tam też wybudować przytułek dla starców. Miał on być ulokowany w pobliżu klasztoru dominikanów. Na jego utrzymanie przeznaczył stały dochód, pobierany w postaci niedużych opłat od mieszczan (rozporządzenie to nie było jednak przestrzegane po jego śmierci i tylko dzięki o. Papczyńskiemu został on w końcu oddany do użytku). Zapewne też dzięki jego namowom król Jan III Sobieski ok. 1682 r. utworzył w Górze Kalwarii królewską komorę solną – gdzie przyjmowano transporty soli z kraju, sprzedawano ją i odprowadzano zyski do skarbu królewskiego. Całkiem możliwe, że w tym też czasie mogła powstać poczta konna w Nowej Jerozolimie, w której to posłańcy królewscy zatrzymywali się na odpoczynek i popas koni.

Biskup zasiadając w senacie brał także czynny udział w życiu politycznym kraju. Związany z dworem Jana Kazimierza bardzo przeżył jego abdykację w 1668 r. oraz śmierć królowej Marii Ludwiki mającą miejsce rok wcześniej. Wg Konnotaty Stanisława Wierzbowskiego biskup osobiście odwoził ciało zmarłej z Warszawy do Krakowa, gdzie odbył się pogrzeb.

Ordynariusz poznański na sejmie konwokacyjnym zwołanym przez prymasa Mikołaja Prażmowskiego w 1668 r. związał się z partią chcącą wybrać polskiego kandydata na tron Rzeczpospolitej. W związku z tym stał się zagorzałym przeciwnikiem stronnictwa francuskiego, które chciało wyboru księcia Ludwika Kondeusza. On to w czasie gorącej sejmowej dysputy zarzucił prymasowi, że ten (wg świadectwa niejakiego szlachcica Kossowskiego) przyjął od Kondeusza 50000 talarów. Prażmowski obrażony tym do żywego chciał opuścić sejm i dopiero publiczne przeprosiny Wierzbowskiego nakłoniły go do pozostania. Już w czasie elekcji w 1669 r. biskup przystąpił do koncepcji podkanclerzego Andrzeja Olszowskiego, który proponował wybór Michała Korybuta Wiśniowieckiego. Gdy zaś elekcja była celowo przeciągana przez stronnictwo francuskie 19 czerwca biskup poznański za namową Olszowskiego uklęknął na polu elekcyjnym i zaintonował hymn do Ducha Świętego, poprzedzający akt wyboru. Cała szlachta przyłączyła się do tego śpiewu i w okamgnieniu zaczęto wołać: „Piast!” i „Vivat Michael rex!”. W ten sposób Wierzbowski miał swój własny udział w wyborze Michała Wiśniowieckiego na tron polski.

To właśnie za panowania tego króla biskup Wierzbowski doszedł do największego znaczenia w kraju. Obok biskupa chełmskiego Krzysztofa Żegockiego oraz biskupa krakowskiego Andrzeja Trzebickiego był on najwierniejszym zwolennikiem króla Michała i ostro zwalczał opozycję królewską pod przewodnictwem prymasa Prażmowskiego. Nic więc dziwnego, że Wierzbowski razem z wojewodą Feliksem Potockim byli jednymi z głównych autorów konfederacji gołąbskiej zawiązanej w 1672 r. Zwołana niby do obrony kraju przeciw Turkom, bardzo szybko przerodziła się ona w konfederację broniącą króla i została wymierzona w jego przeciwników. Do swoich głównych zadań konfederaci zaliczyli rozprawę z Prażmowskim i jego braćmi. Prymasa oskarżono o próby wywołania wojny domowej, wszelkie zło w ojczyźnie i konszachty z obcymi dworami. Na wniosek Wierzbowskiego uchwalono konfiskatę dóbr dziedzicznych prymasa i sekwestr kościelnych. Od nuncjusza Franciszka Buonvisiego zażądano pozbawienia go funkcji kościelnych. Gdy zaś ten odmówił, wysuwając argument, że metropolitę można sądzić tylko w Rzymie wśród konfederatów zawrzało. Zwolennicy króla oskarżali również ówczesnego hetmana Sobieskiego, będącego także opozycjonistą, o sprowadzenie Turków w granice kraju. Wkrótce więc oskarżani sami utworzyli związek pod wodzą Sobieskiego. Zanosiło się na wojnę domową. Na szczęście dzięki pośrednictwu królowej Eleonory, nuncjusza Buonvisiego i rozsądniejszych senatorów doszło pod groźbą tureckiego niebezpieczeństwa do rozejmu między zwaśnionymi stronami, a sejm pacyfikacyjny w 1673 r. uchwalił program obrony kraju.

Całkiem możliwe, że gdyby w czasie konfederacji Prażmowski zmarł, to właśnie Wierzbowski zostałby prymasem. Tak się jednak nie stało. Prażmowski zmarł w kwietniu 1673 r. a jego następcą został Kazimierz Florian Czartoryski. Wkrótce też zszedł z tego świata król Michał. Czartoryski został więc interrexem i to on miał przewodzić sejmowi konwokacyjnemu, który zebrał się w 1674 r. Prymas jednak w tym czasie był obłożnie chory i nie był w stanie przewodzić obradom. W związku z tym zastępcą interrexa na tymże sejmie został biskup Wierzbowski.

Nowym królem został Jan Sobieski. Będąc wcześniej w przeciwnych obozach politycznych król i biskup nie przypadli sobie do serca. Zresztą Wierzbowski chyba nigdy nie wybaczył monarsze bycia w opozycji za króla Michała i teraz on postanowił być jednym z głównych oponentów władcy. Sam Sobieski w listach do swego szwagra Michała Kazimierza Radziwiłła pisał, że Wierzbowski oskarżał go w Rzymie o doprowadzenie do wyjazdu z kraju nuncjusza Buonvisiego w 1675 r. Król bronił się więc przed intrygami biskupa i jednocześnie sam skarżył się na niego przez swojego posła.

Dnia 6 IX 1685 r. zmarł prymas Jan Stefan Wydżga. Najlepszym kandydatem na jego następcę był biskup Wierzbowski. W tym czasie ordynariusz poznański był najstarszym biskupem i senatorem duchownym, zasiadającym w senacie Rzeczpospolitej od 21 lat, mającym więc duże doświadczenie duszpasterskie jak i polityczne. Wydawać by się mogło, że jest to najodpowiedniejszy kandydat na arcybiskupstwo gnieźnieńskie i prymasostwo. Jednak król Jan Sobieski bardzo długo się wahał z udzieleniem mu nominacji na to stanowisko, pamiętając zapewne dawne urazy. Przekonała go dopiero, jak podaje Konnotata Stanisława Wierzbowskiego, królowa Maria Kazimiera oraz jej synowie, którzy wielce sędziwego biskupa kochali. Monarcha dopiero 4 II 1686 r. podpisał akt nominacyjny dla biskupa poznańskiego, w którym to wzywał kapitułę metropolitalną Gniezna, aby ta dokonała kanonicznego wyboru kandydata wyznaczonego przez władcę. 21 III tego roku przybyli na zebranie kapituły biskup Hieronim Wierzbowski, bratanek nominata, będący wówczas sekretarzem i posłem królewskim oraz ks. Franciszek Mielżyński, archidiakon poznański i sekretarz królewski. Mieli oni dopilnować, aby wola królewska została spełniona. Kapituła gnieźnieńska nie miała powodu sprzeciwiać się woli Sobieskiego, poza tym znała dobrze ordynariusza poznańskiego jako pasterza wielkiej pobożności i gorliwości, dlatego wysłuchawszy poselstwa królewskiego tegoż dnia jednomyślnie obrała Wierzbowskiego na arcybiskupa gnieźnieńskiego. Wybór został uroczyście ogłoszony, a kapituła wyprawiła kanoników Aleksandra Bykowskiego i Jana Pokrzywnickiego do przebywającego w tym czasie w Ciążeniu elekta, aby go zawiadomić o jego wyborze. Nie czekając na potwierdzenie Stolicy Apostolskiej 6 kwietnia delegowała Andrzeja Podolskiego, scholastyka gnieźnieńskiego, aby uroczyście przywitał Wierzbowskiego na granicy archidiecezji.

Tymczasem niespodziewanie dla wszystkich papież Innocenty XI sprzeciwił się wyniesieniu Wierzbowskiego na arcybiskupstwo gnieźnieńskie. Stolica Apostolska od czasu soboru w Konstancji zastrzegła sobie wyłączne prawo zatwierdzania wybieranych przez kapitułę biskupów. Mimo istnienia wyborów kapituł, a potem nominacji królewskiej zawsze ściśle rozgraniczano elementy prowizji kanonicznej – wyznaczenie osoby i nadanie tytułu. Papieże przeważnie zatwierdzali nominatów królewskich, gdyż często odpowiadali oni, biorąc pod uwagę tamte czasy, wymaganiom prawa kanonicznego. Papież zawsze jednak zachowywał swobodę potwierdzania lub odrzucania kandydata. W razie odrzucenia nominacji w negocjacjach z monarchą podkreślano, że król nominuje, ale to papież osądza, czy nominat jest odpowiedni dla danej diecezji. Zaznaczano także, że król nie powinien uważać odrzucenia swego kandydata za wyrządzoną mu przykrość, jak gdyby rzecz ta przynosiła ujmę władzy i godności królewskiej.

W wypadku biskupa Wierzbowskiego papież Innocenty XI miał dwa poważne zastrzeżenia, co do jego kandydatury. Chodziło tu o jego udział w konfederacji gołąbskiej, podczas to której podpisywał dekrety sprzeczne z prawem kościelnym o zniesieniu z urzędu prymasa Prażmowskiego. Drugim ważnym zastrzeżeniem była sprawa związana z Hieronimem Lubomirskim (1647 – 1706). Przeznaczony przez rodziców do stanu duchownego otrzymał on godność opata komendatoryjnego benedyktynów w Tyńcu, jednak chęć do wojaczki skłoniła go do rezygnacji ze zwyczajnej kariery duchownej – wstąpił on do zakonu joannitów i jako kawaler maltański ślubował poświęcić życie walce z Turkami. W lecie 1685 r. ożenił się potajemnie z Konstancją Bokumówną, stolnikówną litewską. Ślubu tego udzielił im właśnie biskup Wierzbowski, świadom tego, że Lubomirski jako kawaler maltański składał śluby czystości oraz że nie uzyskał uprzednio zwolnienia ze ślubów zakonnych. Co więcej biskup wziął też udział w weselu. Ożenek Lubomirskiego spowodował głośny spór z nuncjuszem Opitiusem Pallavicinim, który żądał unieważnienia małżeństwa (dopiero kilka lat później dzięki poparciu króla Jana III Lubomirskiemu udało się zwolnić ze ślubów i zalegalizować małżeństwo).

Starania króla oraz królowej w Rzymie, wymawiające Wierzbowskiego od winy, nie przyniosły rezultatu. Prawdopodobnie Sobieski nie był specjalnie zmartwiony stanowiskiem papieża, choć zachowywał pozory. Wymiana not i listów pomiędzy Stolicą Apostolską przeciągała się coraz bardziej – metropolia gnieźnieńska nie miała oficjalnie swojego duszpasterza już prawie dwa lata i nie wiadomo jak długo jeszcze sprawa ta by się toczyła gdyby biskup Wierzbowski nie przeniósł się do lepszego świata w 1687 r.

Przeciągające się w nieskończoność pertraktacje króla z papieżem w sprawie zatwierdzenia nominacji Wierzbowskiego na prymasa zapewne mocno zmartwiły sędziwego biskupa. Pomimo to nie załamał się on i nadal prowadził aktywny tryb życia. Zdarzyło zaś się, że w początkach stycznia 1687 r. bratanek biskupa – Stanisław Wierzbowski – jadąc do Nowej Jerozolimy w odwiedziny do stryja złamał nogę w kostce skutkiem wywrócenia się sań pod Jedlińskiem. Przewieziono go do pobliskiej Warki, gdzie leczył go miejscowy cyrulik. Gdy biskup dowiedział się o tym nieszczęściu, postanowił mimo wielkich mrozów udać się do Stanisława, aby przewieźć go do Góry. Na miejscu okazało się, że stan chorego nie pozwala na jego transport zwłaszcza w taką pogodę. Wobec tego biskup zjadłszy obiad powrócił tego samego dnia do Nowej Jerozolimy zostawiając bratankowi kilkaset złotych. Wierzbowski wskutek wielkiego zimna przemarzł i zaziębił się w czasie tej jednodniowej podróży. Nie udało mu się wyjść z przeziębienia skutkiem tego, że w tym czasie mieszkał w świeżo murowanym, wilgotnym budynku. Mimo choroby Fundator mazowieckiej Kalwarii gorliwie wypełniał swoje obowiązki i 2 lutego w uroczystość Matki Bożej Gromnicznej poprowadził jeszcze ulicami miasta procesję z Najświętszym Sakramentem. W kalendarzu Góry Kalwarii było to znaczne święto, dlatego też sam biskup zdecydował się przewodniczyć procesji. W skutek tego jego przeziębienie znacznie się pogłębiło tak, że „opanował go katar wielki i duszność”.

Wierzbowski zrozumiał, że nadszedł kres jego życia. Dlatego postanowił uregulować swoje sprawy doczesne, pisząc w tym celu testament. Dokument ten z 12 II 1687 r. ukazuje jego duchowość i sylwetkę religijną – przedstawia go jako człowieka pełnego prostoty, głębokiej wiary, miłującego Boga i bliźnich.

Umierającego biskupa odwiedzali najbliżsi przyjaciele. Przy łożu duszpasterza poznańskiego czuwał o. Papczyński. Zjawił się również prawosławny biskup przemyski Innocenty Winnicki (później przystąpił do unii), który Wierzbowskiemu dał lekarstwo na ustąpienie duszności. Jednak nie pomogło ono na chorobę biskupa. Trzy dni po tych odwiedzinach tj. w nocy z 6 na 7 marca biskup Wierzbowski zmarł w swojej ukochanej Nowej Jerozolimie w wieku 67 lat. Jego odejście żegnało z wielkim żalem całe duchowieństwo diecezji poznańskiej, o czym wspomniano w krótkiej notce w aktach konsystorza warszawskiego. Warto tu zwrócić uwagę, że przy innych pasterzach tej diecezji nie czyniono tego – widać więc, że Wierzbowski zasłużył sobie na to swoimi rządami w biskupstwie.

Zgodnie z ostatnią wolą zmarłego już w trzy dni po zgonie miał miejsce pogrzeb. Była to niezwykle skromna ceremonia w porównaniu z pełnymi przepychu pogrzebami polskich dostojników, do których szykowano się przez kilka tygodni, dzięki czemu mogła przybyć rodzina oraz znajomi z całej Polski. Zwłoki nominata gnieźnieńskiego złożono na wzgórzu kalwaryjskim w kościele parafialnym Świętego Krzyża pod kamieniem z prostego piaskowca, zawczasu przygotowanym, na którym biskup jeszcze za życia kazał wyryć następujący napis:

„Boże, któryś łotrowi z Tobą wiszącemu odpuścił, i mnie odpuść tu pogrzebionemu”.

Następcą biskupa Wierzbowskiego na biskupstwie poznańskim został Stanisław Witwicki, natomiast król ostatecznie w maju tego roku udzielił nominacji na arcybiskupstwo gnieźnieńskie Michałowi Stefanowi Radziejowskiemu, na co już bez zastrzeżeń przyzwoliła Stolica Apostolska.

Wraz ze śmiercią Stefana Wierzbowskiego cała rodzina utraciła splendor i znaczenie, jakim cieszyła się za życia ordynariusza poznańskiego. Ulubieniec stryja – Stanisław – w którym biskup pokładał takie nadzieje nie dosłużył się ani urzędu ani majątku. Ostatnim zaś wybitnym przedstawicielem rodu okazał się jego drugi bratanek Hieronim, będący sufraganem poznańskim, który to aż do swej śmierci w 1712 r. starał się przewodniczyć rodzinie. Odtąd Wierzbowscy nie piastowali już żadnych tak znaczących urzędów i spadli do roli zwykłego rodu szlacheckiego.

Z czasem kościół Krzyża Świętego z braku funduszy podupadł na tyle, że ówczesny proboszcz Nowej Jerozolimy ks. Franciszek Remigiusz Zambrzycki uzyskał ok. 1791 r. pozwolenie od biskupa poznańskiego Antoniego Okęckiego na przeniesienie kościoła parafialnego do Ratuszu Piłata, który odpowiednio odrestaurowany otrzymał wezwanie Podwyższenia Krzyża Świętego. Wówczas też postanowiono tam przenieść zwłoki biskupa Wierzbowskiego i złożyć je w podziemiu usytuowanym pod prezbiterium. Zaraz po pierwszej wojnie światowej w 1918 r. pod protektoratem arcybiskupa Stanisława Galla i staraniem Zofii Stiche oraz przy udziale księży marianów (wdzięcznych za patronat Wierzbowskiego nad powstającym zgromadzeniem) odbyło się uroczyste przeniesienie zwłok biskupa do nowej, metalowej trumny ze szklanym wiekiem, gdzie też spoczywają do dzisiaj.

Po śmierci Fundatora Nowej Jerozolimy wieś znajdująca się koło Syjonu dominikanek, zwana Wyględowem, została nazwana od imienia biskupa Stefanowem i nosiła tę nazwę do 1948 r., gdy została włączona do Góry Kalwarii. Jedna z ulic w centrum dzisiejszej Góry Kalwarii nosi zaś nazwę Biskupa Stefana Wierzbowskiego. Samo zaś sanktuarium kalwaryjne, które biskup stworzył, funkcjonowało nieprzerwanie aż do XIX w., kiedy to na skutek prześladowań zaborców oraz braku funduszy większość budowli sakralnych (w tym wszystkie kaplice) uległa zniszczeniu. Pamięć jednak o Kalwarii Stefana Wierzbowskiego przetrwała w świadomości mieszkańców Góry, czego dowodem są wznowione od końca XX w. procesje wielkopiątkowe śladami dawnej Drogi Krzyżowej.

 Materiały zaczerpnięte z pracy magisterskiej Łukasza Głodka
"Biskup Stefan Wierzbowski (1619-1687) – założyciel Góry Kalwarii."
Czytany 356 razy
zeki

"A teraz prędko, zanim zorientujemy się, że to bez sensu" - król Julian